Piątek wieczór. Piękna paskudna pogoda. Plecak wyposażony na długą wyprawę, wkładam do bagażnika i w drogę – do Wałbrzycha. Jadę sam. W Wałbrzychu już nie pada. Na miejscu zbiórki już kilkadziesiąt roześmianych ludzi. Dochodzą kolejni, śmiechów nie ma końca. Autobusem pełnym pozytywnie zakręconych ludzi jedziemy do Jedlinki. Tam w pałacu odprawa i wspólne foto. O 23.30 Artur wydaje komendę - ruszmy. Przed nami 43 km. Trasa miejscami jest mi znana z wypraw górskich i półmaratonu górskiego w Jedlinie. Jednak chodzenie nocą po górach jest specyficzne. Stały marsz wyzwalał w nas sporo ciepła. Niebo robi się bezchmurne i pełne gwiazd. Tak będzie do świtu. Pierwszy z 6 punktów 5 minutowej przerwy na 7 kilometrze. Tam zaskakujemy parę pasażerów auta jednej z firm kurierskich, bezcenne, dla pasażerów i dla nas również. 5 minut postoju i ruszamy dalej. Kiedy inni oglądają w kinach „gwiezdne wojny”, my oglądamy niesamowicie rozgwieżdżone niebo. Przejście przez najdłuższy tunel kolejowy ...